Warsztaty Fotografii Kulinarnej

ŚWIATŁO

Nie ma dobrego zdjęcia bez światła, wysiłku i wyobraźni.

Przejdę od razu do rzeczy. Kluczowym czynnikiem, który chciałabym omówić podczas warsztatów fotograficznych jest światło. Obiecuję lojalnie, że jako uczeń zadbam o dwa następne czynniki. Wysiłku i wyobraźni nie będę się wystrzegać, ale korzystając z okazji uprzedzam, że będę ich również wymagać od nauczyciela. Z doświadczenia różnej maści przebytych szkoleń wiem, że nie wszystko zależy od szczerych chęci kursanta. Tymczasem wierzę, że to właśnie te trzy czynniki razem: światło, wysiłek i wyobraźnia, mogą sprawić, że moje zdjęcia staną się lepsze – i w tym właśnie celu – niniejszym postem przystępuję do konkursu Green Morning.

kurs-na-fb

Skoro „pierwsze koty za płoty” mamy już za sobą to gwoli wyjaśnienia napiszę, że temat światła traktuję całkiem poważnie. Wiele książek o fotografii napisano. Wniosek jest jeden. Natura światła zawsze pozostaje taka sama, ale style oświetlenia można zmieniać. Dlatego chciałabym podpatrzeć zasady oświetlania w praktyce, w studio fotograficznym, przedstawione w sposób umożliwiający późniejsze stworzenie lub doskonalenie już istniejącego warsztatu pracy u siebie w domu. Chciałabym poznać w praktyce schematy oświetlenia, wyjaśniające jak zrobić również fotografie w stylistyce ciemnych i głębokich, czekoladowych brązów. Nieocenione będę dla mnie również informacje na temat fotografowania w „świetle zastanym” – a więc takim, które zastanie nas podczas warsztatów. Nie ukrywam, że moje ulubione to ciepłe światło miękkiego popołudnia.

Technikę fotografowania można doskonalić na przeróżnych kursach. Z punktu widzenia amatora oferta jest dość bogata. Jednak moim największym marzeniem jest to, żeby patrząc na moje przyszłe zdjęcia (powarsztatowe, ale nie tylko te pokonkursowe, mam na myśli te wszystkie przyszłe) pierwsza myśl, która przyjdzie do głowy osobom oglądającym je była taka, że w tym na co patrzą jest coś z “ducha dezyderaty”, a nie jedynie przedmiot handlu.

Do tego, jak sądzę, jest mi potrzebna niedoceniana, często przeinaczana, albo nieumiejętnie stosowana konstruktywna krytyka. Nie chciałabym jednak, żeby dokonała jej pierwsza lepsza osoba prowadząca kursy fotograficzne, lub fotograf z wieloletnim stażem, który beznamiętnie rozłoży moje zdjęcia na czynniki pierwsze. Bez tego wiem, że nie są bezbłędne. Chciałabym, żeby zrobiła to osoba, która ceni w fotografii przejrzystość i prostotę (tej drugiej wartości nie mylić z tuzinkowością tudzież banalnością). Osoba, u której na zdjęciach naturalność i szczerość to swego rodzaju autorski exlibris. Osoba, która jest autorem zdjęć nie do pomylenia z żadnymi innymi fotografiami. Wreszcie osoba, która dała się poznać wcześniej, nie tylko poprzez pokazanie swojego portfolio, ale również jako człowiek. Tą osobą jest Kinga Błaszczyk-Wójcicka. Do tej pory nie brałam udziału w warsztatach fotograficznych, ale w życiu podobnie jak w fotografii, najbardziej lubię gotowość przyjęcia niespodziewanego.

KWESTIA ODPOWIEDNIEJ PAJDY CZASU

Ktoś kiedyś powiedział, że „ma­gia fo­tog­ra­fii to, oprócz światła …” (które niewątpliwie mnie fascynuje i doprowadza raz to do euforii, innym razem do frustracji) „ … to prze­de wszys­tkim kul­mi­nac­ja momentu”. Swego czasu dużo podróżowałam. Robiłam zdjęcia miejsc, w nadziei, że to najlepszy sposób na zatrzymanie czasu.

1

2

3

4

Moja przygoda z fotografią kulinarną zaczęła się w momencie kupna albumu „Paris mon amour” (wydawnictwo Taschen). Są w nim zdjęcia Roberta Doisneau. Zgadza się, nie są to zdjęcia kulinarne, ale o fotografowaniu Doisneau pisał w bardzo ciekawy sposób…

„Tu ułamek sekundy, tam ułamek sekundy, po kawałeczku, wydzieranie jednej, dwóch, trzech sekund z wieczności. […] Bardzo długo myślałem, że cały wysiłek powinienem włożyć w krojenie cieniusieńkich, jak najcieńszych zubelków czasu. Skutki okazały się opłakane. Jeśli pajda czasu nie ma właściwej grubości, jeśli nie pachnie przeszłym i nie nadaje się do omaszczenia odrobiną przyszłego – na przezroczystym miąższu osiada tylko cień smaków”.

Bardzo mi się spodobały te konotacje kulinarne. Jednak pochłonięta pakowaniem walizek, przeprowadzkami i podróżami nie umieszczałam wówczas swoich zdjęć kulinarnych na blogu. Nie przestałam za to zagłębiać się w historię podpatrywania nieuchwytnego momentu, tudzież analizowanie okładek płyt Marka Knopflera. Dzięki temu, że poznałam ludzi pozytywnie nim zachwyconych, odkryłam portfolio Elliotta Erwitta, a konkretnie zdjęcie z 1952 roku, zrobione w pewnej hiszpańskiej kuchni – vide zakładka „O Ani”. Urzekła mnie ta chwila. Zastygłam. Dopiero po jakimś czasie przeszły mi wyrzuty sumienia, bo oglądając to zdjęcie najzwyczajniej w świecie czułam się jak podglądacz. Jestem pewna, że też tak macie. Setki ujęć by później jedno bądź dwa zaskoczyły was na tyle, że aż trudno wam uwierzyć, że udało się wam uchwycić właśnie taką, a nie inną chwilę. Gotowanie traktowałam jako świetną okazję do poznania kultury nowych miejsc, ale często nie chciałam „psuć chwili” swoim nieudolnym fotografowaniem. Być może „moja pajda czasu” była wciąż zbyt cienka. Niewystarczająca, żeby powstał blog. Założyłam go dopiero poszukując (ku uciesze podniebienia mojego męża) inspiracji kulinarnych. Po licznych wizytach na blogach Oh She Glows, The Green Kitchen i Golubka postanowiłam spróbować swoich sił. Przepisy kulinarne szczerze polecam, wszystkim tym, którzy jeszcze ich nie znają. Prostota, prostota i jeszcze raz prostota. Od dwóch lat jestem osobą prowadzącą „dojeżdżający tryb życia” (dla dociekliwych definicja wyjaśniona w poście o naleśnikach gryczanych) więc wybieram te przepisy, które można szybko przygotować. Opatrzone niepowtarzalnymi ujęciami, nieszablonowymi kompozycjami, urozmaicone ciekawymi dodatkami zmotywowały mnie nie tylko do subskrypcji czy dalszych poszukiwań, ale również do rozwijania swoich fotograficznych umiejętności. Lubię myśleć, że jestem chodzącym dowodem na to, że zdrowsze jedzenie, oparte na lokalnych surowcach o podwyższonej jakości, dodaje człowiekowi więcej energii i ochoty do działania (w tym startowania w konkursie Pani Kingi).

MOJE PIERWSZE KULINARNE ZDJĘCIA WYGLĄDAJĄ TAK

1

Ze zdjęciem wiążą się miłe wspomnienia pewnej „ciasteczkowej niedzieli”. Mieszkałam wówczas (rok 2006) w Tallinie gdzie poznałam prawdziwą miłośniczkę kuchni – Tomomi (dla znajomych Tom-Tom). Ponieważ życie na obczyźnie potrafi doskwierać Tom-Tom postanowiła zaaplikować mi dawkę pozytywnej energii zapraszając do swojej kuchni.

2

Zdjęcie zrobione jesienią ubiegłego roku na pożegnanie lata. Warunki kuchenne i moja nieumiejętność likwidowania ciasteczkowych cieni.

TE BIEŻĄCE KULINARNE CHWILE, KTÓRE WYBRAŁAM TO…

3

Przygotowania do tegorocznego letniego śniadania. Zdjęcia nie obrabiałam bo spodobało mi się to nasycenie barw.

4

Rogaliki wyszły przepysznie. Żałuję tylko, że nie wyeksponowałam ich lepiej i nie pomyślałam dłużej nad inną aranżacją, ale agrest w tle wydawał mi się zbyt oczywistym rozwiązaniem, dlatego z niego zrezygnowałam.

STUDIO FOTOGRAFICZNE

„Amator fotograf martwi się o sprzęt, profesjonalista fotograf martwi się o kasę,

a mistrz fotograf martwi się o światło”
 

Jestem amatorem, ale o sprzęt się nie martwię mimo, że wciąż mam jeden i ten sam aparat Pentax K 100D z obiektywem kitowym smc DA 18-55 mm f/3.5-5.6 AL II. Oczywiście mam świadomość, że dobry sprzęt pomaga. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy technika idzie do przodu w zatrważającym tempie. Jednak chciałabym się przekonać na własne oczy, że domowe studio jest możliwe do zorganizowania i staje się miejscem magicznym bez względu na sprzęt, którym się dysponuje.

Profesjonalistą nie jestem stąd brak moich zmartwień związanych z kasą. No chyba, że myślę o blinach z dżemem z jarzębiny i nalewce z oblepichy, których chciałabym spróbować będąc na Kamczatce (oblepicha to rosyjska nazwa rokitnika). W końcu to nie taka tania sprawa się tam dostać.

Do mistrzostwa mi daleko, ale to właśnie światłem (jak już wiecie) martwię się najbardziej – dlatego postanowiłam zgłosić ten post do konkursu, którego ogłoszenia wyniku będę wyczekiwać równie niecierpliwie, co książki Mimi Thorisson (A KITCHEN IN FRANCE, A Year of Cooking in My Farmhouse. Wydawnictwo Clarkson Potter / Random House 28 październik 2014).

Reklamy

3 thoughts on “Warsztaty Fotografii Kulinarnej

  1. (piszę ten komentarz drugi raz bo pierwszy w niewyjaśnionych okolicznościach po prostu mi zniknął )
    Aniu, wpis super.
    Cytat o pajdzie chleba- zachwycił mnie na tyle, że na pewno sięgnę po całą książkę.
    Widzę, że inspirują nas kulinarnie podobne blogi- Golubkę wręcz uwielbiam.
    Mam jedna małą uwagę- nie spełniasz tym postem wszystkich punktu regulaminu- nie masz konkursowego banneru-zdjęcia we wpisie. Popraw to proszę bo nie będę miała jak Cię brać pod uwagę a bardzo byłoby mi szkoda.
    Pozdrawiam serdecznie
    Kinga

    • Dziękuję za podpowiedź! 🙂 liczyć w konkursie bardzo się chce! chociaż już samo pisanie posta zmusiło mnie do myślenia i za to jestem Ci szczerze wdzięczna. Pisząc mojego posta wróciłam do przeróżnych wspomnień, które czasem gorzkie, a czasem wesołe gdzieś tam we mnie siedziały zapomniane. Pozdrawiam,
      Ania

      p.s. na facebooku mam panieńskie nazwisko 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s